RSS

Z miłością…

Długo mnie nie było, ale już jestem i tym razem z kartką w nietypowej formie.

 Magiczna z okienkiem (1)

Magiczna z okienkiem (2) Magiczna z okienkiem (9)

W zasadzie kiedy na nią popatrzeć, wygląda jak zwykła kartka, ale wystarczy wziąć ją w ręce, otworzyć i już nie jest taka zwyczajna. W okienku zmienia się obraz. Magia? Czary?…

Kartki typu ‚slide’ mają to do siebie, że zawsze kryją jakąś tajemnicę i zaskakują niecodziennością. I co by nie mówić, robią wrażenie :)

Magiczna z okienkiem (4)

Magiczna z okienkiem (5) Magiczna z okienkiem (6) Magiczna z okienkiem (8)

Dzisiejszą kartkę przygotowałam na wyzwanie Fifi Rifi , którego tematem są „Miłosne sztuczki” i kartka w niecodziennej formie.

Do wykonania kartki użyłam cudownego papieru z kolekcji „Paris Paris” UHK Gallery do nabycia w sklepie Fifi Rifi.

Paris Paris

 
8 komentarzy

Posted by w dniu 27 Luty 2015 w Uncategorized

 

Tagi: ,

Były sobie urodziny…

Nie moje, ale pewnego Jegomościa, co to 50 lat skończył. I był prezent. Ale co ja się będę rozpisywać… wszystko widać na załączonych obrazkach. Dodam tylko, że przyjemna to była praca :)

Mirkowi (2) Mirkowi (6) Mirkowi (5) Mirkowi (7) Mirkowi (4) Mirkowi (1) Mirkowi (8) Mirkowi (9) Mirkowi (10) Mirkowi (11) Mirkowi (12)

 
3 komentarzy

Posted by w dniu 20 Styczeń 2015 w Uncategorized

 

Tagi: , ,

„Jeszcze jemioła, jemioła…

… zaśmiała się u stoła,

Więc się zda pod nią gęby dać.

Jezusie, Jezusie,

trza plamy na obrusie prać!

Aż kolęda ścichnie ton,

Święta, święta i już po i już po.”

Słowa świątecznej piosenki Skaldów towarzyszyły mi cały przedświąteczny czas. Święta, święta i już po..

Przed świętami niewiele czasu miałam na ucieczkę od rzeczywistości. Dziś nadrabiam zaległości i buszuję w sieci.

Przy okazji pokażę część tego, co w okresie przedświątecznym powstało.

Kartki „bombki”

wymiankowe i nie tylko (2)

wymiankowe i nie tylko (10)wymiankowe i nie tylko (1) — kopia

Kartki – drzwi

wymiankowe i nie tylko (8) wymiankowe i nie tylko (9)

Kartki pozostałe

wymiankowe i nie tylko (5)wymiankowe i nie tylko (6)

Kartka „Pop-Up Box” dla wychowawczyni syna

dla wychowawczyni (1) dla wychowawczyni (2) dla wychowawczyni (3) dla wychowawczyni (4)

I jeszcze jedna dla szkolnego trenera piłki nożnej

dla trenera (1) dla trenera (2)

A na koniec, tak dla odmiany, filcowe etuje stołowe na sztućce

etuje na sztućce (1) Na dzisiaj tyle. Reszta niebawem :)

 
2 komentarzy

Posted by w dniu 27 Grudzień 2014 w Uncategorized

 

To już tydzień minął…

Tak, cały tydzień minął od mini zlotu na południu. Jak ja lubię takie ucieczki w swoje przyjemności, spotkania z osobami, które tak jak ja wyrywają się od czasu do czasu z wirtualnego świata forum, by razem i w miłej atmosferze bawić się sztuką.

Tym razem była to Pszczyna. Na oko fajne miasteczko. Piszę „na oko” bo właściwie poznałam je tylko rzucając okiem tu i tam, przejeżdżając między kamieniczkami z prędkością światła (musiałyśmy zdążyć do sklepu papierniczego tuż przed zamknięciem). Udało mi się jednak wstąpić na chwilę na dziedziniec zamkowy, pogłaskać lwa i zamienić dwa słowa z Daisy.

Pszczyńskie szaleństwa - wycieczka do centrum (1) Pszczyńskie szaleństwa - wycieczka do centrum (2) Pszczyńskie szaleństwa - wycieczka do centrum (3) Pszczyńskie szaleństwa - wycieczka do centrum (4) Pszczyńskie szaleństwa - z wizytą u Daisy (4)

Przy okazji porwałam liść platanu, który naturalnie bardzo się prosił o porwanie.

Pszczyńskie szaleństwa - łupy z wyprawy (1)

Gospodyni spotkania Grażynka – Gagawi oddała nam do twórczej dyspozycji cały wielki pokój, co zresztą dobrze wykorzystałyśmy. Skutkiem czego wszelkie przywiezione dobro rozsiało się niczym perz po podłodze. Tu i ówdzie ktoś zasiadał grzebiąc namiętnie w pudełkach, pojemnikach, koszykach…

Pszczyńskie szaleństwa - eksploracja serwetkowych zbiorów

Dobrze, że Pan Mąż Grażynki ewakuował się na czas tego spotkania, bo znając życie nie byłby w stanie przeżyć wszechogarniającego szaleństwa. Zresztą jego wzrok utkwiony w ilość bagaży przywleczonych przez wszystkie „artystki” zdradzał narastający niepokój. Cóż, zdjęcia artystycznego nieładu nie będzie – nie będziemy się kompromitować ;)

Ale żeby nie było tak, że tylko bałagan i nic poza tym… było twórczo, a nawet bomb(k)owo. Jolasia i Ewa ujeżdżały kręcioły z obłędem w oczach (swoją drogą mają zdrowie), reszta szła w klimaty świąteczne tudzież zimowe tudzież w misie. Olcia cichaczem składała zaproszenia.

Pszczyńskie szaleństwa - przy stole jak zwykle się dzieje zlot sobota3

Zapomniałam napisać kto się wziął i zjechał:  Gagawi – wiadomo gospodyni, która wspaniale nas ugościła (na jej muślinowe kluski śląskie, pieczeń wołową i pasztet Mamusi pojechałabym w ciemno), a także (alfabetycznie) Ewa61, Jolasia, Marzena, Olcia i Whisky1972, no i ja rzecz jasna. Duchem, choć w zasadzie zmaterializowanym była z nami Kejti w postaci nalewki kawowej.

kejti u gagawi ))

Towarzystwa dotrzymywała papuga o imieniu nadal mi nie do końca znanym, bo Ewa ciągle je myliła. Mniejsza o to… z papugiem (bo to facet) nie dogadałam się, chociaż pociągał ze mną z jednego kieliszka. Patrzył tylko na mnie wzrokiem z podtekstem „odejdź!”.

Pszczyńskie szaleństwa - i tak cię nie lubię, hogis ;) (1) Pszczyńskie szaleństwa - i tak cię nie lubię, hogis ;) (2) Pszczyńskie szaleństwa - i tak cię nie lubię, hogis ;) (3)

To było niezwykle inspirujące i twórcze spotkanie. Jak nigdy owocnie spędziłam te dwa dni, właściwie to jeden dzień i dwa wieczory.

Oto dzieła wiekopomne z Pszczyny rodem:

– szal na rękach dziergany

Pszczyńskie szaleństwa - przegląd hogisowych dzieł (7) Pszczyńskie szaleństwa - przegląd hogisowych dzieł (8)

– bombki Pszczyńskie szaleństwa - przegląd hogisowych dzieł (1) Pszczyńskie szaleństwa - przegląd hogisowych dzieł (2) Pszczyńskie szaleństwa - przegląd hogisowych dzieł (3) Pszczyńskie szaleństwa - przegląd hogisowych dzieł (4)

– pudełko z ramką  Pszczyńskie szaleństwa - przegląd hogisowych dzieł (6)

Fajne to było spotkanie :)

I to na razie musi Wam wystarczyć… ziewam przeraźliwie i zimno mi jakoś tak. Najwyższy już czas oddalić się w poduchy. Pa!

 
8 komentarzy

Posted by w dniu 30 Listopad 2014 w Uncategorized

 

Tagi:

Dzisiaj szybciutko i króciutko – miś Hogiś

Miś Hogiś jest nieduży, a nawet maleńki. Taki maleńki, że mieści się w dłoni. Chętnie pozuje do zdjęć i lubi rozrabiać. Mieszka tymczasowo w witrynce, ale wnet obejmie posadę klucznika…

To taka mała odpowiedź na wyzwanie z okazji Światowego Dnia Pluszowego Misia, obchodzonego wczoraj. Wszystkie misie nasze są!

Jestem sobie mały miś, śmieszny miś... (1) Jestem sobie mały miś, śmieszny miś... (2) Jestem sobie mały miś, śmieszny miś... (3) Jestem sobie mały miś, śmieszny miś... (4) Jestem sobie mały miś, śmieszny miś... (5) Jestem sobie mały miś, śmieszny miś... (6) Jestem sobie mały miś, śmieszny miś... (7) Jestem sobie mały miś, śmieszny miś... (8)

 
4 komentarzy

Posted by w dniu 26 Listopad 2014 w Uncategorized

 

Tagi:

Dziś tylko pudełko a’la…

… i bez elaboratu na przyziemne tematy. Zmęczenie odbiera mi rozum, więc nie brnę dalej, tylko szybciutko pokazuję pudełko z ramką a’la Dyzia, a’la Marzena, a’la Tulia, a’la… kto jeszcze ramkowania próbował?

Tak zwyczajnie zapragnęłam pociaprać się w farbach, a przy okazji wypróbowałam technikę robienia ramki. Jest łatwa, lekka i przyjemna, a przy tym dekoracyjna.

Pudełko bez szaleństw – piękny motyw, rameczka, trochę farby, trochę patyny, kropeczki, lakier… na ostatnim zdjęciu bez kropeczek. Zastanawiam się czy dobrze zrobiłam kropkując, bo i bez tego wyglądało przyzwoicie. Ale za późno na rozterki, bo jutro idzie w dobre ręce.

pudełko z ramką - hogis (4) pudełko z ramką - hogis (1) pudełko z ramką - hogis (5) pudełko z ramką - hogis (3) pudełko z ramką - hogis (2) pudełko z ramką - hogis (7)

 
3 komentarzy

Posted by w dniu 2 Listopad 2014 w Uncategorized

 

Tagi: ,

O moim twórczym bałaganie (i herbacie) czyli Creative Blog Tour

Nominowana przez Marzenę z bloga Deco-Wena  oraz zobowiązana przez nią do pewnej obietnicy, sumiennie odpowiadam na 4 pytania wędrujące po blogach z Creative Blog Tour.
  Wydawało mi się, że będzie łatwo, takie podsumowanie siebie, jednak zdecydowanie łatwiej przychodzi mi ocenianie twórczości innych, ale pewnie nie tylko ja tak mam.

Marzenie bardzo dziękuję za próbę postawienia mnie do pionu :)

Do dzieła więc…

1. Nad czym obecnie pracuję?

W tym momencie (choć w zasadzie chyba od zawsze) pracuję głównie nad sobą ;)

A z tych prac z widocznymi efektami, to np. nad ślubną oprawą. Tworzą mi się kartki ślubne i pudełka, za chwilę butelki ubiorą się w papierowe ubranka… dobrze się dzieje.

zaproszenia i pudełko (3) zaproszenia i pudełko (7)

Powyżej część tego, co już oddane.

Niedawno pracowałam nad dekupażową konkursową ozdobą do dziecięcego pokoju.

DSC_0416 DSC_0404

W mojej pracowni tak ogólnie dzieje się różnie, czasem spływa farbą, czasem sypnie koralikami, czasem tonie w ścinkach papieru… ostatnio główne miejsce zajmuje właśnie papier.

DSC_0619 DSC_0617

2. Czym moja praca różni się od innych (w tej branży) ?

Nie wiem czym się różni, ale wiem na co kładę nacisk tworząc. Głównie na niepowtarzalność i dokładność, co zabiera mi bardzo dużo czasu. Koleżanki pytają „po co Ci to? Kopiuj swoje pomysły, zaoszczędzisz kilka godzin.” Nie potrafię. Czasem robię rzeczy podobne, ale nigdy takie same. Tak już mam, że wszystkim swoim pasjom oddaję część siebie, więc każda kolejna praca wymaga długiego skupienia, często wielogodzinnego. Ja nie narzekam… lubię to.

Aaaa, zapomniałabym, czasem mam skłonności do przeładowania w pracach, chociaż u innych wysoko cenię prostotę.

3. Dlaczego piszę bloga o tym co robię i tworzę?

Z tym pisaniem, to nie jest tak do końca prosta sprawa… jestem wyjątkowo niestała w mocnych postanowieniach poprawy. Wiele razy zapowiadałam, że się wezmę za siebie, ale co ja na to poradzę, że mam taką słabą silną wolę. Postanowiłam jednak, mobilizowana przez koleżanki, przestrzegać umowy „MINIMUM jeden post na dwa tygodnie”.

Bloga stworzyłam, kiedy potrzebowałam wyjść ze swoją twórczością poza ramy swojej pracowni (wtedy to był zaledwie kawałek stołu ma maleńkim pokoju). Czułam, zresztą nadal czuję potrzebę sprawdzenia siebie, zmierzenia się z opiniami innych, także tymi, które mogłyby wytknąć co nieco. Blog stał się nieoczekiwanie miejscem przechowywania unikalnych już zdjęć niektórych moich prac…reszta zniknęła wraz z całą zawartością dysku komputera.

4. Jak odbywa się mój proces tworzenia?

Na początku jest chaos… i w zasadzie trwam w nim do końca.

Tak… wiele osób już to pisało, nie jestem w tym odosobniona. Ale taka właśnie jest prawda.

Pomysły najczęściej przychodzą w ostatniej chwili, czasem rodzą się bólach, czasem zupełnie niespodziewanie spływa na mnie nadmiar weny, której nijak jednym umysłem ogarnąć się nie da. Zasadniczo każdy proces twórczy trwa dokładnie tyle czasu, ile trzeba. Najczęściej jednak na ostatnią chwilę, bo wtedy doznaję olśnienia :) Prawie nigdy nie mam planu, a jak już go mam, to potrafię zmodyfikować tak, żeby lekko się z niego wywinąć. Tworzę tak jak żyję – tu i teraz. Nie wiem czy to dobrze czy źle. Taka jestem… łapię za nożyczki, za pędzel i działam.

Gdybym jednak chciała napisać o mojej ekstremalnej pracy twórczej nad, dajmy na to, kartką okolicznościową, wyglądałoby to mniej więcej tak:

   Wieczór, godzina powiedzmy 21.30, za mną „Barwy szczęścia” i „M jak miłość”, w oddali słychać wycie tuningowanego auta tudzież komentatora piłkarskiego z x-box’a w pokoju chłopaków. Ja tymczasem z kubkiem herbaty zasiadam w pracowni.
   Myślę… (ten proces musi trwać… czasem myślenie trwa jedną herbatkę, czasem nawet 5, a niejednokrotnie kilka dni, ale to nie ważne, bo myślę). Niczego jednak konkretnego nie wymyśliłam, więc wyciągam papiery… stosy papierów. I grzebię i przekładam… Palce mi marzną, więc idę zaparzyć gorącej herbaty.
  Mam teraz niezły bajzel na blacie, ale wetknę gdzieś kubek i jeszcze gilotynę, żeby przyciąć sobie bazę, bo może wtedy coś mnie olśni. Po „x” czasie coś błyska, ale słabym światłem, więc idę po kolejną herbatę. Sączę powoli gorącą…
Widać już dno w kubku, i nagle mam objawienie, aż mnie ściska w podbrzuszu… nie usiedzę dłużej, muszę do toalety. Wracam uwolniona od natrętnych fizjologicznych myśli, ile to można płynu zmieścić w sobie. Lżejsza o hektolitry i po kolejnych twórczych przemyśleniach wracam do pracy. Mam już bazę i chyba też nawet wiem, który papier wykorzystać. Ze stosów wybieram więc kilka różnych, na wypadek, gdybym jednak zmieniła zdanie. Resztę oburącz przepycham gdziekolwiek. Tu niestety sam papier nie pomoże, wyciągam więc kręcioła (taka czuła ksywka BS’a) i wykrojniki. Brzęczące blaszki kuszą. Wszystkie chciałoby się użyć, ale przecież co za dużo to niezdrowo, więc wybieram kilka. Reszta, razem z pudełkiem, ląduje na stosie papierów. Ale jestem genialna… mam bazę, papier, wykrojniki i nawet jakiś plan. Jest GIT!
  W tym momencie zazwyczaj sięgam po nożyczki, ale czasem schodzi ze mnie powietrze i zaczynam ziewać. To znak, że przyszła pora na kolejną herbatę, jeśli zamierzam skończyć coś, czego jeszcze nie zaczęłam. Na zegarze prawie północ, trzeba koniecznie wziąć się do pracy. Łapię więc za nożyce, papiery, kręcioła, kleje, taśmy, wygrzebuję dziesiątki dodatków i spycham niepotrzebne pod stos papierów. Śmieci lądują tradycyjnie na podłodze. Tu następuje (właściwy) szaleńczy proces, przerywany niejednokrotnie słowami typu „k%^&a”, „p#$%^&*ę, nie robię”. Coś leci z rąk, coś się sklei niepotrzebnie, coś się rozedrze… takie życie.
   Nie, no muszę się napić herbaty, bo nie wytrzymam. Idę zaparzyć, powtarzając sobie po raz enty, że powinnam kupić drugi czajnik i postawić go w pracowni, wraz z zapasem herbat wszelakich, wtedy zaoszczędzę czas. Wracam z nowymi siłami i kończę, co zaczęłam. Mamy to! Gotowe, ale może by tak jeszcze coś poprawić? Nie teraz, rano. Jednak teraz, w końcu przestało mi się chcieć spać. Patrzę na zegarek – druga. Nie, teraz z pewnością nie usnę nawet na siłę. Podziałam jeszcze chwilkę…
Kartka gotowa. Format 14x14cm. Trochę papierów, trochę kleju, parę pierdułek. Absolutnie niemożliwe, że trwało to tyle czasu. A jaki nieład wokół… to się nie dzieje na prawdę. Ale kartka piękna…
  Jest 3.00… zmęczona oddalam się do łóżka. Boże, dziękuję Ci za kolejny pełen wrażeń dzień.
 

I jeśli myślicie, że to koniec, to jesteście w błędzie.

   „bi bip, bi bip”… 6.00. Pobudka!!! Otwieram leniwie oczy, a one mimowolnie kierują się w stronę pracowni, żeby świeżym spojrzeniem ocenić dzieło nocy. A co widzę? Matko jedyna!!! Kto mi taki syf zrobił. Ratunku!… i idę (zła na siebie i z perspektywą długiego sprzątania) szykować młodzianom kanapki do szkoły, a przede wszystkim napić się wreszcie dobrej herbaty.
 

I tym sposobem gołym okiem widać, że w moim życiu twórczym i nie tylko, wielkie znaczenie ma herbata ;-)

Tyle o sobie. Rozpisałam się nieprzyzwoicie długo.

Tymczasem przyszła pora na kolejne nominacje (będzie krótko):

  1. Ewa, mój hajduczek  maleńki – osoba o talencie odwrotnie proporcjonalnym do wzrostu, która pomimo okularów ma szerokie spojrzenia na świat, której wielka radość życia daje siłę w zmaganiu się z codziennymi trudnościami i która ma jakieś układy z krasnalami ;-)

  2. Ania z pędzlem w złotych włosach, kobieta wielu talentów, obecnie usilnie dłubiąca w oczkach ;-), niekwestionowana Królowa złota i patyny, która zaprasza wszystkich do swego świata  :)

 
16 komentarzy

Posted by w dniu 20 Październik 2014 w Uncategorized

 

Tagi:

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.