RSS

To już tydzień minął…

30 List

Tak, cały tydzień minął od mini zlotu na południu. Jak ja lubię takie ucieczki w swoje przyjemności, spotkania z osobami, które tak jak ja wyrywają się od czasu do czasu z wirtualnego świata forum, by razem i w miłej atmosferze bawić się sztuką.

Tym razem była to Pszczyna. Na oko fajne miasteczko. Piszę „na oko” bo właściwie poznałam je tylko rzucając okiem tu i tam, przejeżdżając między kamieniczkami z prędkością światła (musiałyśmy zdążyć do sklepu papierniczego tuż przed zamknięciem). Udało mi się jednak wstąpić na chwilę na dziedziniec zamkowy, pogłaskać lwa i zamienić dwa słowa z Daisy.

Pszczyńskie szaleństwa - wycieczka do centrum (1) Pszczyńskie szaleństwa - wycieczka do centrum (2) Pszczyńskie szaleństwa - wycieczka do centrum (3) Pszczyńskie szaleństwa - wycieczka do centrum (4) Pszczyńskie szaleństwa - z wizytą u Daisy (4)

Przy okazji porwałam liść platanu, który naturalnie bardzo się prosił o porwanie.

Pszczyńskie szaleństwa - łupy z wyprawy (1)

Gospodyni spotkania Grażynka – Gagawi oddała nam do twórczej dyspozycji cały wielki pokój, co zresztą dobrze wykorzystałyśmy. Skutkiem czego wszelkie przywiezione dobro rozsiało się niczym perz po podłodze. Tu i ówdzie ktoś zasiadał grzebiąc namiętnie w pudełkach, pojemnikach, koszykach…

Pszczyńskie szaleństwa - eksploracja serwetkowych zbiorów

Dobrze, że Pan Mąż Grażynki ewakuował się na czas tego spotkania, bo znając życie nie byłby w stanie przeżyć wszechogarniającego szaleństwa. Zresztą jego wzrok utkwiony w ilość bagaży przywleczonych przez wszystkie „artystki” zdradzał narastający niepokój. Cóż, zdjęcia artystycznego nieładu nie będzie – nie będziemy się kompromitować 😉

Ale żeby nie było tak, że tylko bałagan i nic poza tym… było twórczo, a nawet bomb(k)owo. Jolasia i Ewa ujeżdżały kręcioły z obłędem w oczach (swoją drogą mają zdrowie), reszta szła w klimaty świąteczne tudzież zimowe tudzież w misie. Olcia cichaczem składała zaproszenia.

Pszczyńskie szaleństwa - przy stole jak zwykle się dzieje zlot sobota3

Zapomniałam napisać kto się wziął i zjechał:  Gagawi – wiadomo gospodyni, która wspaniale nas ugościła (na jej muślinowe kluski śląskie, pieczeń wołową i pasztet Mamusi pojechałabym w ciemno), a także (alfabetycznie) Ewa61, Jolasia, Marzena, Olcia i Whisky1972, no i ja rzecz jasna. Duchem, choć w zasadzie zmaterializowanym była z nami Kejti w postaci nalewki kawowej.

kejti u gagawi ))

Towarzystwa dotrzymywała papuga o imieniu nadal mi nie do końca znanym, bo Ewa ciągle je myliła. Mniejsza o to… z papugiem (bo to facet) nie dogadałam się, chociaż pociągał ze mną z jednego kieliszka. Patrzył tylko na mnie wzrokiem z podtekstem „odejdź!”.

Pszczyńskie szaleństwa - i tak cię nie lubię, hogis ;) (1) Pszczyńskie szaleństwa - i tak cię nie lubię, hogis ;) (2) Pszczyńskie szaleństwa - i tak cię nie lubię, hogis ;) (3)

To było niezwykle inspirujące i twórcze spotkanie. Jak nigdy owocnie spędziłam te dwa dni, właściwie to jeden dzień i dwa wieczory.

Oto dzieła wiekopomne z Pszczyny rodem:

– szal na rękach dziergany

Pszczyńskie szaleństwa - przegląd hogisowych dzieł (7) Pszczyńskie szaleństwa - przegląd hogisowych dzieł (8)

– bombki Pszczyńskie szaleństwa - przegląd hogisowych dzieł (1) Pszczyńskie szaleństwa - przegląd hogisowych dzieł (2) Pszczyńskie szaleństwa - przegląd hogisowych dzieł (3) Pszczyńskie szaleństwa - przegląd hogisowych dzieł (4)

– pudełko z ramką  Pszczyńskie szaleństwa - przegląd hogisowych dzieł (6)

Fajne to było spotkanie 🙂

I to na razie musi Wam wystarczyć… ziewam przeraźliwie i zimno mi jakoś tak. Najwyższy już czas oddalić się w poduchy. Pa!

Advertisements
 
8 komentarzy

Opublikował/a w dniu 30 listopada 2014 w Uncategorized

 

Tagi:

8 responses to “To już tydzień minął…

  1. Kejti

    15 grudnia 2014 at 11:21

    W bombach to ja się zakochałam od pierwszego wejrzenia i już wiem, że mogę sobie tylko podziwiać, bo sama tak pięknie nie potrafię 😉 Pudełeczko przesłodkie! A spotkanie… no cóż… no wiadomo, że zazdroszczę…
    PS Mijają dwa tygodnie od tego wpisu! 😛

     
    • hogis

      15 grudnia 2014 at 12:58

      To prawda… dwa tygodnie mijają bardzo szybko ;D Ogarnę co jest do ogarnięcia i wrócę z nowościami 🙂 Bo są takowe 😀

       
  2. Grażyna

    4 grudnia 2014 at 23:07

    Ale cudnie wszystko opisałaś 🙂 Czytając, przeżywałam zlocik od nowa, jeszcze raz… 🙂
    Mam wielką nadzieję, że uda nam się zrobić powtórkę wiosną, albo latem i poznacie Pszczynę w jej najpiękniejszej odsłonie 🙂
    Papug Czako może będzie łaskawszy i pogada, jak na uczonego papuga przystało…

    A te piękne bombeczki turkusowe i pudełko wpłynęły na moją świąteczną twórczość 🙂 wygrzebuję ze słoiczka resztki Twej farbki 🙂

     
  3. Ewa Stężycka

    3 grudnia 2014 at 18:27

    Zapomniałam zapytać-jak tam moje fotki z księżną?

     
  4. Ewa Stężycka

    3 grudnia 2014 at 18:24

    Świetne było to nasze spotkanie, świetne i też bym zazdrościła gdyby mnie tam nie było 🙂
    Śliczne bombeczki i pudełeczko. Sama skorzystałam z jednej farbki, takiego jasnego, oczywiście ze słoiczka niemowlęco-obiadkowego 🙂
    Pozdrawiam Cię serdecznie hogisku

     
  5. Marzena Walczak

    1 grudnia 2014 at 00:04

    Jakże miło czytać Twój piękny opis naszych działań i wspominać ten cudny weekend…
    Ten umieszany kolor świetnie pasuje do bombek i do tych motywów. Przecież święta nie muszą być tylko czerwone

     
  6. Marta

    30 listopada 2014 at 11:47

    Aaaa, po Twoim opisie, zazdroszczę jeszcze bardziej! Braku mojej osoby na pszczyńskim mini zlociku 🙂 Bombki i pudło z ramką porywam, cóż to za cudny kolor na bokach bombek, sama umieszałaś?

     
    • hogis

      30 listopada 2014 at 14:29

      O mały włos sama bym zazdrościła tego spotkania innym, ale łaskawy los i odrobina mojego uporu pomogły.
      Fajnie, że bombki i pudełko się podobają. Kolor na pudełku i bombkach ten sam – brudny niebieski, mieszany na potrzeby własne. Mam jeszcze pół słoiczka niemowlęco-obiadkowego i nie wiem co będzie kiedy się farbka skończy. Ma to do siebie, że na różnych przedmiotach wygląda różnie, nawet jeśli procedura postarzania taka sama. Trochę bałam się go na bombkach, bo taki bury, ale dzięki temu takie trochę retro wyszły, co nawet mi odpowiada. Idąc za ciosem popełniłam już kolejne w tym klimacie, ale o tym za niedługo 🙂

       

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s